Szukaj:

2008-12-16 13:31
Kryzys może pomóc Polsce
Obecna sytuacja pokazuje, jak duża jest różnica w postrzeganiu ryzyka inwestycyjnego między Polską a innymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej – mówi w rozmowie z nami Marek Zuber, znany ekonomista.
więcej
– Jak mocno kryzys rynków finansowych wpłynął do tej pory na sferę realnej gospodarki?
– Na razie kryzys najbardziej dał się we znaki branży motoryzacyjnej na całym świecie. Można wręcz powiedzieć, że w ostatnich tygodniach doszło do załamania rynku motoryzacyjnego, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Giganci: General Motors, Ford czy Chrysler, muszą zdać się na pomoc rządu, by nie zbankrutować.

– A jakie przedsiębiorstwa najbardziej odczują skutki kryzysu w Polsce?
– Z pewnością jako pierwsi z problemami zaczną zmagać się eksporterzy. Poważne spowolnienie gospodarcze w krajach Europy Zachodniej spowoduje, że będą one mniej kupować, a to oznacza mniejsze zapotrzebowanie na nasze towary eksportowe. Najbardziej niepokoi sytuacja gospodarcza Niemiec, naszego największego partnera handlowego, które już w przyszłym roku mają wejść w okres recesji.

– W tej chwili przedsiębiorcy mają poważne problemy z pozyskaniem kredytów. Jak długo to potrwa?
– Myślę, że problemy potrwają jeszcze mniej więcej pół roku. Można powiedzieć, że banki w obliczu kryzysu popadły ze skrajności w skrajność. Wcześniej przedsiębiorcy, jak i klienci indywidualni, nie mieli żadnych problemów z uzyskaniem kredytów. Teraz banki nikomu ich nie dają i drastycznie zaostrzyły kryteria ich przyznawania. Nie potrzebowaliśmy nawet żadnych wskazań ze strony Komisji Nadzoru Finansowego. Sytuacja powinna jednak wrócić do normy, gdy rynki finansowe się trochę uspokoją.

– Firmom brakuje teraz też innych źródeł finansowania działalności.
– Zdecydowanie. W tej chwili firmy nie mają nawet co myśleć o debiutach na giełdzie. Inwestorom brakuje bowiem pieniędzy na zakup ich akcji. W praktyce oznacza to, że w najbliższych miesiącach na giełdzie będą pojawiać się tylko bardzo duże firmy o stabilnej pozycji, które do tego będą musiały obniżać ceny swoich akcji.

– Co dla firm oznacza brak dostępu do kapitału?
– Przede wszystkim zmniejszone inwestycje, które z pewnością pociągną za sobą zwolnienia pracowników, a także wyhamowanie dwucyfrowego wzrostu płac, z którym mieliśmy do czynienia w ostatnim roku.

– Czy kryzys może spowodować, że inwestorzy zagraniczni, którzy od kilku lat lokują u nas swoje fabryki, zaczną się wycofywać?
– Z jednej strony można by zaryzykować taką prognozę, bo zagraniczne firmy w obliczu spowolnienia będą zapewne zmniejszać produkcję. Z drugiej jednak strony, Polska wciąż pozostaje tanim krajem do prowadzenia działalności gospodarczej, a to oznacza szansę dla firm szukających oszczędności. Mam tu na myśli, przede wszystkim, wszelkiego rodzaju centra usługowe typu BPO.

– Dlaczego nie Ukraina czy Białoruś, które są przecież jeszcze tańsze?
– Kryzys paradoksalnie może nam w pewnym sensie pomóc. Pokazał bowiem, jak duża jest różnica w postrzeganiu ryzyka inwestycyjnego między Polską a innymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej. Na Białorusi czy Ukrainie kryzys spowodował o wiele większe zamieszanie w sferze ekonomicznej, tym bardziej ich sytuacja makroekonomiczna jest zdecydowanie gorsza niż u nas. Do tego nie należy zapominać, że Polska nawet w okresie kryzysu będzie się rozwijać, bo cały czas płyną do nas pieniądze z Unii Europejskiej.

– Czyli Polska może wręcz wykorzystać kryzys jako szansę dla siebie?
– Tak. Jeżeli chodzi o dalsze przyciąganie inwestycji zagranicznych, to wiele zależy tu od naszych władz. Najważniejsza jest dalsza rozbudowa infrastruktury i zmiany w prawie korzystne dla przedsiębiorców.

– Czy kryzys spowoduje duże problemy u małych przedsiębiorców? Czeka nas fala bankructw rodzinnych przedsiębiorstw?
- Na razie tego nie widać. Konsumpcja w Polsce wciąż jest bardzo wysoka, a to oznacza, że małe firmy, zwłaszcza z sektora usług, nie mają problemu z brakiem klientów. Naszą sytuację w dużej mierze będzie w Polsce ratował popyt wewnętrzny. Dlatego nie spodziewam się jakiegoś wielkiego załamania, choć przez kilka miesięcy postrzeganie sytuacji gospodarczej przez konsumentów może być nie najlepsze.

– Czy czeka nas kryzys w sektorze nieruchomości, na wzór tego, co działo się w USA czy w Wielkiej Brytanii?
– Cały sektor deweloperski z pewnością odczuje skutki kryzysu. Wynika to z pęknięcia bańki spekulacyjnej, która pozwalała deweloperom naliczać kilkudziesięcioprocentowe marże. Teraz można oczekiwać, że sytuacja wróci do normalności – oczywiście w jakimś zakresie może to oznaczać bankructwa i kłopoty niektórych deweloperów, zwłaszcza tych, którzy kupowali ziemię po astronomicznych cenach.

– O ile może spaść poziom wzrostu PKB w przyszłym roku?
– Myślę, że możemy mówić wzroście na poziomie 3,5%. To co prawda mniej niż w tym roku, ale wciąż bardzo dużo. Ograniczenie wzrostu PKB może jednak oznaczać pogorszenie sytuacji na rynku pracy i skok wskaźnika bezrobocia do około 11%.

– Co w takiej sytuacji powinna zrobić Rada Polityki Pieniężnej?
– Myślę, że przyszedł już czas na rozpoczęcie cyklu obniżek stóp procentowych. Sprzyja temu zwłaszcza fakt, że przestały działać dwa główne czynniki, które jeszcze kilka miesięcy temu napędzały inflację – chodzi o ceny żywności i paliw na światowych rynkach. Do tego można się spodziewać, że w Polsce nie będziemy już mieli tak dużej presji płacowej, która też powodowała wzrost inflacji.

– Do jakiego poziomu mogą spaść stopy procentowe w Polsce?
– Rada Polityki Pieniężnej mogłaby się pokusić o cięcia o około półtora punktu procentowego. do poziomu 4,5%. To w przyszłym roku pomogłoby odblokować rynek kredytów i pomóc przede wszystkim przedsiębiorcom.

Rozmawiał Łukasz Pałka

Marek Zuber jest ekonomistą, absolwentem Wydział Finansów i Bankowości Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Pracował jako analityk w banku BPH, potem w firmie doradczej TMS i Internetowym Domu Maklerskim. Był szefem doradców ekonomicznych premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Obecnie prowadzi firmę Dexus Partners.
© 2004-2010 Copyright © Forum Press Sp. z o.o.
Powered by +CMS and JamnikCMS