Szukaj:

2008-10-29 16:01
Polskie firmy podbijają wschód
Wzrost zdolności polskich firm do ekspansji za granicę, wysokie koszty pracy w kraju i rosnąca atrakcyjność bliskich lokalizacji z tańszą siłą roboczą to powody, dla których rodzime przedsiębiorstwa przenoszą swoją działalność za wschodnią granicę.
– Największe polskie inwestycje zagraniczne ulokowane są w krajach Unii Europejskiej. Poza Unią najważniejsze lokalizacje to Szwajcaria, Ukraina i USA. Tym samym, gdy mowa jest o wschodzie Europy, to Ukraina jest dla Polski najważniejszym rynkiem – mówi dr Mariusz Jan Radło ze Szkoły Głównej Handlowej.

Wyprawa kijowska
Polskie firmy coraz częściej zaczynają postrzegać Ukrainę jako interesujące miejsce na inwestycje.
– Motywów jest kilka. Jeden z nich to finanse. Dla przykładu, na Ukrainie wciąż koszty pracy są znacznie niższe niż w Polsce – tłumaczy dr Radło.
Dziś Ukraina to również wielki rynek wewnętrzny i, co wydaje się być najważniejszym czynnikiem przy przenoszeniu tam działalności, obecność w tym kraju daje łatwiejszy dostęp do wielkiego rynku rosyjskiego. Ale czy to decydujące powody rozszerzania działalności za linią Buga?
– Żaden z wyżej wymienionych powodów nie był podstawą naszej decyzji. Rozwój na rynkach wschodnich mamy wpisany w strategię i konsekwentnie go realizujemy – mówi Bogdan Dzik, prezes Impel Cleanning, firmy porządkowo-czystościowej, wchodzącej w skład Grupy Impel. – Ukraina to bardzo perspektywiczny rynek, który ciągle jest w fazie rozwoju, tak jak Polska kilkanaście lat temu. Naszym celem w pierwszym etapie było przede wszystkim poznanie klimatu inwestycyjnego na wschodzie.
A ten wydaje się wciąż poprawiać. Ukraińska gospodarka potrzebuje know-how, nowych technologii i inwestycji. Dlatego też ustawodawstwo wschodniego sąsiada sprzyja inwestowaniu. Stworzono specjalne strefy ekonomiczne, m.in. na Krymie, w regionie donieckim czy lwowskim. Dodatkowo przewidziano specjalny tryb inwestowania na tzw. terytoriach priorytetowego rozwoju. Dzięki tym ułatwieniom, do 2010 r. państwo chce stworzyć prawie 400 tys. miejsc pracy, zwiększyć wartość produkcji (głównie na eksport) o około 30 miliardów hrywien (ok. 6,3 mld dolarów), a napływ inwestycji zagranicznych – o prawie 17 miliardów dolarów.
Jedną z inwestycji, która jest częścią tego ambitnego planu, jest fabryka spółki Inter Groclin Auto w Użgorodzie. Jak podaje na swoich stronach internetowych ten czołowy, europejski producent wyposażenia i akcesoriów motoryzacyjnych, w zakładzie na Ukrainie zatrudnienie znajdzie 2 tys. osób. Fabryka będzie produkowała poszycia foteli do samochodów, ale – w przeciwieństwie do swojego zakładu matki – nie luksusowych, lecz klasy średniej.
– Obserwujemy coraz większe zainteresowanie naszych zagranicznych kontrahentów lokowaniem zamówień w fabryce w Użgorodzie, a zwiększenie mocy produkcyjnych otwiera przed firmą nowe możliwości pozyskiwania kolejnych kontraktów – mówi Zbigniew Drzymała, prezes Inter Groclin Auto. – Fabryka ta już teraz odgrywa kluczową rolę w planach dalszego rozwoju naszej firmy.

Omijajcie góry, lasy, strefy
Niestety, są też ciemne strony inwestowania na Ukrainie. Po kontrolach 12 stref ekonomicznych i 9 terytoriów priorytetowego rozwoju, które przeprowadziło ukraińskie ministerstwo gospodarki rozważane jest – w związku z nadużyciami – zamknięcie niektórych z nich. Inwestorzy, którzy już działają w ramach stref, będą mogli w dalszym ciągu korzystać z oferowanych przywilejów, natomiast nowi są skazani na ekspertyzę projektu przed zatwierdzeniem przez administracje odpowiedniej strefy. Przygotowywany jest również przepis znoszący ulgi celne na surowce i materiały importowane do stref i terytoriów rozwoju priorytetowego. Jednak zbliżenie Ukrainy z Unią Europejską i perspektywa stworzenia strefy wolnego handlu najprawdopodobniej będą się wiązały ze zniesieniem tego rodzaju barier.
– W przypadku Ukrainy możemy mówić, że kraj ten jest wciąż na początku drogi jako miejsce lokalizacji bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Zaczęły one większym strumieniem napływać tam dopiero kilka lat temu, ale obecnie są stosunkowo duże – stwierdza dr Radło.
Zgodnie z raportem Banku Światowego „Doing Bussines”, Ukraina znajduje się wciąż na 145. miejscu w rankingu krajów przyjaznych biznesowi. Wśród licznych problemów czekających inwestorów można wskazać wciąż uciążliwe formalności, nieprzewidywalność polityczną oraz prawną.
– Klimat inwestycyjny na Ukrainie bardzo różni się od klimatu panującego w Polsce. Obowiązują zupełnie inne regulacje prawne, np. nie ma zapisów dotyczących zakazu konkurencji. Wiele polskich przedsiębiorstw zdobyło na tym rynku negatywne doświadczenia i wycofało się – konkluduje Bogdan Dzik. – Mimo to, jesteśmy bardzo zadowoleni z naszej decyzji o rozwoju na wschodzie. Wiążemy duże nadzieje zwłaszcza z rynkiem ukraińskim. W dalszej perspektywie myślimy również o Rosji – zwłaszcza o takich miastach jak Moskwa czy Petersburg.

Wyprawa moskiewska
Przenoszenie działalności polskich firm na terytorium Federacji Rosyjskiej nie odbywa się na zasadzie klasycznego offshoringu. Według analiz Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji przy Ambasadzie RP w Moskwie, głównymi motywami nie są niższe koszty pracy czy lepsze warunki ekonomiczne, lecz kwestie celne, podatkowe oraz możliwość zwiększenia wartości sprzedaży.
Teoretycznie dla inwestorów zagranicznych stworzony został rozbudowany system zachęt. Niestety, w dalszym ciągu nie wprowadzono go w życie i nie przekłada się on na klimat i możliwości inwestycyjne w specjalnych strefach ekonomicznych. Przenoszenie działalności gospodarczej natrafia na liczne przeszkody, a korupcja i duży stopień uzależnienia gospodarki od aparatu państwowego tworzą w Rosji prawną anarchię. Najważniejszą rolę we wspieraniu inwestycji w Rosji odgrywa ministerstwo gospodarki – odpowiadające za pośrednictwem instytucji publicznych – za regulowanie napływu kapitału. System ten jest jednak mało przejrzysty i podlega częstym zmianom.
Kolejną komplikacją jest dostęp do wykwalifikowanej kadry pracowniczej. W Moskwie czy Sankt-Petersburgu nie ma problemu z pracownikami, ale są oni kosztowni. Nie jest bowiem tajemnicą, że oba miasta są jednymi z najdroższych na świecie. Natomiast w pozostałych rejonach Rosji, gdzie siła robocza jest tańsza, podejście do pracy jest diametralnie inne, a dużym problemem jest alkoholizm.
Przedsiębiorcy coraz częściej i głośniej skarżą się na utrudnienia w przenoszeniu produkcji do Rosji. Wskutek postępującej renacjonalizacji gospodarki, prób ograniczania wolności gospodarczej oraz pogarszającej się ostatnio sytuacji na Kaukazie obniża się zaufanie inwestorów do tego państwa, a tym samym spada napływ inwestycji. Mniejsze zaufanie do lokalnych reguł biznesowej gry, słabo rozwinięta infrastruktura oraz wysoka odporność na procesy globalizacji powodują niski potencjał offshorowy.

Teraz Polska
Zdaniem pracowników Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji polskiej ambasady w Moskwie, nasze firmy nie są traktowane gorzej niż zagraniczne, chociaż zauważa się pewną prawidłowość. Łatwiej dostać się na rosyjski rynek nie pod szyldem firmy polskiej, lecz np. polsko-niemieckiej lub całkowicie niemieckiej, choć faktycznie produkującej w Polsce. Niemiecki brand daje większe możliwości, co wynika również z lepszych relacji politycznych Federacji Rosyjskiej z Niemcami.
Nie jest jednak aż tak źle. W Rosji zarejestrowane są 1104 polskie przedsiębiorstwa. Zgodnie z jednolitym państwowym rejestrem osób prawnych, prowadzonym przez federalną służbę podatkową Rosji, najwięcej firm z kapitałem polskim zarejestrowano w Kaliningradzie. Stanowią one prawie 37% ogółu. Na kolejnych miejscach plasują się Moskwa, Sankt-Petersburg i obwód leningradzki. Łącznie na tych terenach funkcjonuje 80% polskich przedsiębiorstw działających w Federacji Rosyjskiej. Reszta inwestycji, znajdujących się w Smoleńsku, Rostowie nad Donem, Nowgorodzie, Irkucku czy Astrachaniu, to zaledwie 1/5 ogółu. 86% firm z polskim udziałem funkcjonuje pod szyldem spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Pozostałe stanowią otwarte i zamknięte spółki akcyjne.
O trudnościach w funkcjonowaniu na rynku rosyjskim najlepiej wie Grupa ATLAS, która w 2003 roku otworzyła w Dubnej fabrykę. Po trzech latach zakład został jednak sprzedany austriackiej firmie Baumit.
– Przyczyn było kilka. Jedną z najważniejszych była sprawa podróbek – mówi Lech Gabrielczak, dyrektor ds. eksportu Grupy ATLAS. Walka z nimi była walką z wiatrakami. – Okazało się, że nawet nasze oryginalne zaprawy, produkowane w Dubnej, zaczęto uznawać za podróbki. Dystrybutorzy stwierdzili, że wolą atlasowe wyroby produkowane w Polsce, bo to daje gwarancję, że jest to produkt oryginalny – opowiada. – Do tego doszły jeszcze trudności z transportem kolejowym, urząd celny wiele razy przetrzymywał nasze towary z Polski. Opłacany przez nas broker znajdował problemy, zanim jeszcze w ogóle powstały. Biurokracja i mentalność rosyjska nadal nie bardzo przystają do wymogów gospodarki wolnorynkowej. Żeby się napić piwa, nie trzeba kupować browaru, ale do tego przekonania doszliśmy dopiero po trzech latach – dodaje.
Ostatnie wydarzenia polityczne trochę zachwiały zaufaniem inwestorów do rynku rosyjskiego i obecnie obserwujemy odpływ inwestycji z tego kraju. Z drugiej jednak strony, zarówno Ukraina, jak i Rosja w ciągu ostatnich lat przyciągały duże inwestycje zagraniczne.
Z raportu Banku Światowego „Doing Bussines” wynika, że Rosja z roku na rok zyskuje na atrakcyjności jako miejsce do inwestowania. Obecnie plasuje się na 120. miejscu w stawce 181 państw i w porównaniu z 2008 rokiem spadła o sześć miejsc. Zdaniem ekspertów BŚ, największym zmartwieniem są wciąż licencje, podatki i handel zagraniczny. Duży postęp Rosja odnotowała natomiast w kategorii przyznawania kredytów.
Zdaniem ekspertów, w najbliższych latach można spodziewać się jeszcze większego wzrostu zainteresowania wschodem. – Ostatnie lata przyniosły znaczący wzrost polskich inwestycji za granicą. Nie są to jeszcze wielkości bardzo duże, ale widać wyraźny trend do ekspansji za granicę – uważa dr Radło.

Stefan Wyszyński
© 2004-2010 Copyright © Forum Press Sp. z o.o.
Powered by +CMS and JamnikCMS