|
|
|
Wincanton przejmuje CEL Group
01.12 14:06
ArchiDoc podpisał kontrakt z Netią
01.12 13:04
Gartner radzi: Jak chłodzić centra danych
01.12 10:26
Miliardy na innowacje
01.12 10:04
Prowell buduje zakład w Łódzkiej SSE
28.11 12:13
|
Outsourcingowy pociąg do Hollywood
Amerykański przemysł filmowy wychodzi poza USA, bo za jednym i za drugim oceanem koszty produkcji są nie tylko niższe, ale i wybitnych specjalistów z branży nie brakuje. Dziś najlepsze efekty specjalne do hollywoodzkich produkcji robią Hindusi. A Polacy? Mamy wielki potencjał ludzki, który wciąż mało jest wykorzystywany przez Amerykanów.
Jest koniec lutego 2015 roku. W Hollywood trwa oskarowa noc. Najwięcej nagród dostaje film, który osiągnął spektakularny sukces kasowy. Reżyser superprodukcji odbiera statuetkę i dziękuje polskim specjalistom, którzy stworzyli niezapomniane efekty specjalne do filmu. Fachowcy z branży nie mają wątpliwości, że dzięki pracy Polaków ta produkcja osiągnęła tak wielki sukces na całym świecie. To, oczywiście, wizja futurystyczna, czy kiedykolwiek się ziści?
Indie potęgą efektów specjalnych Na razie ten sen spełnia się w Indiach. To właśnie hinduscy specjaliści od efektów specjalnych są teraz najlepsi na świecie. Oskar w tej kategorii dla filmu „Złoty kompas” to głównie ich zasługa. Amerykańska firma Rhytm&Hues – słynąca z tworzenia efektów specjalnych – właśnie do Indii przeniosła część swojej działalności, a całą pracę dla Hollywood wykonali Hindusi. Offshoring w przypadku hollywoodzkiej firmy przynosi nie tylko znaczne oszczędności. Amerykanie przekonali się, że specjaliści w Indiach świetnie radzą sobie z tworzeniem coraz to bardziej imponujących efektów specjalnych. Z tego powodu Rhytm&Hues niedawno otworzyło w indyjskim Hyderabad kolejną zamorską siedzibę firmy. Właśnie tam powstały efekty specjalne do nowej hollywoodzkiej produkcji „Incredible Hulk”, która weszła niedawno do kin. W Hyderabad powstają także efekty specjalne do kolejnej części „Mumii”. Wytwórnie z Hollywood już od dawna przenoszą część swoich produkcji do innych krajów. Na przykład do Kanady, gdzie zainwestowało wiele amerykańskich studiów filmowych. Kraj ten przekonywał wielkie wytwórnie licznymi zaletami: bliskością terytorialną, tym, że kanadyjskie miasta są podobne do amerykańskich, wreszcie tym, że uregulowania prawne między tymi krajami ułatwiają formalności. Nie tylko tam sięgnęła magia Hollywood. Przed rozpoczęciem zdjęć do „Titanica” wytwórnia Fox zbudowała gigantyczne studio w Meksyku. Amerykańscy producenci inwestowali już w Czechach, a nawet w Rumunii, gdzie niskie koszty pracy przyciągnęły produkcje najwyższej klasy. Nakręcono tam m.in. w 2003 r. „Powrót do Cold Mountain” – kostiumowy film o wojnie secesyjnej. Obietnice Davida Lyncha W Polsce wciąż mówi się tylko o inwestycjach amerykańskich firm i ludzi z branży filmowej, ale na razie niewiele z tego wynika. Kilka lat temu znany amerykański reżyser David Lynch (autor serialu „Miasteczko Twin Peaks”, i filmu „Zagubiona autostrada”) zapowiadał, że zbuduje w Łodzi swoje studio filmowe. Władze miasta udostępniły mu tereny, ale wciąż nie doczekały się rozpoczęcia prac and projektem. – O Lynchu w branży krąży taka opinia, że gdziekolwiek się pojawi, tam od razu chce coś budować, ale jak na razie nic z tego nie wynika – mówi pracująca już 15 lat w branży filmowej Elżbieta Stankiewicz, kierownik produkcji łódzkiego studia SE-MA-FOR. Polski przemysł filmowy nie jest jednak zaściankowy, bo choć wiele brakuje nam do Indii, to jednak słychać o nas na świecie. Tak, jak chociażby na tegorocznej gali oskarowej. Nagrodzona najważniejszą filmową statuetką krótkometrażowa animacja „Piotruś i wilk” to w znacznej mierze sukces łódzkiego Studia SE-MA-FOR. Mimo iż film w większości sfinansowała brytyjska wytwórnia Breakthru Film, to całość produkcji nakręcono w Polsce. U nas też powstało 75% cyfrowej postproducji, a w 95% skład ekipy stanowili polscy twórcy. Samo zdobycie Oskara nie spowodowało lawinowego zainteresowania łódzkim studiem przez zagraniczne wytwórnie, które nadal wolą inwestować w Indiach. – Z Indiami nie mamy szans, bo przegrywamy kosztami pracy. Mamy jednak wielu wybitnych twórców i specjalistów w wielu dziedzinach – uważa Stankiewicz. Na przykład w dubbingu. W Polsce działa wiele firm, które współpracują z zagranicznymi wytwórniami, dubbingując na język polski obcojęzyczne produkcje. Takim studiem jest warszawska Sonica, działająca na rynku od 1993 r. Specjaliści z tej firmy podkładają głosy do filmów dla największych hollywoodzkich wytwórni: 20th Century Fox, Buena Vista International, Warner Bros czy DreamWorks. – Największe, zrealizowane przez naszą firmę zlecenia to dubbing do obu części „Epoki lodowcowej”, „Garfielda” oraz do „Harry'ego Pottera” – wylicza Roman Szafrański, dyrektor studia Sonica. – Dla naszych klientów tworzymy całościowe rozwiązania – od tłumaczenia, przez redakcję tekstu, casting aktorów do nagrania, montażu oraz miksowania ścieżki dźwiękowej. Firma Sonica, choć współpracuje też z polskimi telewizjami, to jednak najwięcej zleceń realizuje dla zagranicznych korporacji. – Dla nich wykonujemy około 80 procent naszych zleceń – zdradza Szafrański. – Polaków wciąż nie stać na wielkie, wysokobudżetowe produkcje. Jesteśmy pod tym względem daleko z tyłu. A szkoda, bo mamy artystyczne możliwości, aby takie produkcje tworzyć u nas w kraju. Niestety, brakuje pieniędzy na ich realizację. Rynek produkcji telewizyjnych w fazie rozkwitu Pieniędzy jest za to sporo na polskim rynku produkcji telewizyjnych, gdzie firmy outsourcingowe świadczące usługi na rzecz firm medialnych generują spore przychody. Według spółki ATM – producenta programów TV – w 2007 r. rynek produkcji telewizyjnych wart był 650 mln zł. To jednak szacunkowa wartość, gdyż tylko ATM, z racji tego, że jest spółką giełdową, podaje swoje wyniki do publicznej wiadomości. Firma, która ma siedzibę w podwrocławskich Bielanach, jest jednym z największych graczy w Polsce. – Szacujemy jednak, że mamy od 14 do 18% udziału w rynku produkcji telewizyjnej – ocenia Jacek Ściobłowski, specjalista ds. analiz programowych ATM Grupa. Firma produkuje filmy, programy cykliczne, teleturnieje i reality shows na potrzeby polskich telewizji – głównie Polsatu. Ich aktualne produkcje to m.in. serial „Pierwsza miłość”, reality show „Big Brother” (współprodukowany z Endemol Polska) czy teleturniej „Strzał w 10”. Swoją silną pozycję na rynku zdobywa poprzez akwizycję. ATM przejął już takie spółki jak MT Art (współproducent serialu „Złotopolscy”), Profilm (producent widowiska „Od przedszkola do Opola”) czy Studio A (producent serialu „Miodowe lata”). Innymi wielkimi graczami na tym rynku są m.in Endemol Polska (produkuje show Gwiezdny cyrk), a także Rochstar, który dla TVN-u realizuje m.in. „Szymon Majewski Show”, dla TVP widowisko „Gwiazdy tańczą na lodzie”, natomiast dla Polsatu show śpiewających gwiazd „Jak oni śpiewają”. Komercyjne polskie telewizje już od dawna zlecają produkcje programów zewnętrznym firmom. Taką strategię przyjęła także telewizja publiczna. W 2007 r. władze Telewizji Polskiej SA, aby obniżyć koszty, zdecydowały się na restrukturyzację. Niektórym pracownikom produkcyjnym zamiast etatów, zaproponowano utworzenie współpracujących z TVP spółek. Mają one gwarancje zamówień, a jako outsourcerzy nie generują takich kosztów jak wcześniej. Wydaje się, że to dobre rozwiązanie, tym bardziej że przed rynkiem produkcji telewizyjnych rysują się całkiem niezłe perspektywy. Dariusz Kopeć Fot. Paulina Majda Komentarz Jacek Ściobłowski specjalista ds. analiz programowych ATM Grupa Nasza branża bardzo szybko rozwija się w Polsce. Jest coraz więcej stacji telewizyjnych i rośnie ich zapotrzebowanie na produkcje telewizyjne i filmowe. Poza tym przychody stacji telewizyjnych z reklam rosną rocznie o 20-25%, co także napędza rynek do jeszcze szybszego rozwoju. Spodziewam się, że w kolejnych latach jego wielkość będzie się systematycznie rosnąć. Będzie temu sprzyjał także rozwój telewizji cyfrowej. |