Szukaj:

2010-03-26 12:15
Dług jako pozytywny „hak”
Z dr. Jackiem Santorskim, psychologiem biznesu i przedsiębiorcą, o awersji do długów w polskim wydaniu, rozmawia Anna Frąckowiak.

Nie wszystkie wierzytelności są trudne i nie od razu stają się przeterminowane. Z drugiej strony, wierzyciel to nie dłużnik. Mimo to oba te pojęcia mają w społecznym odbiorze bardzo negatywne skojarzenia, dlaczego?

Profesor Leszek Balcerowicz zawsze podkreśla, że zmiana polityczna czy społeczna nastąpi w Polsce dopiero wtedy, gdy ludzie zaczną dokonywać innych wyborów. A żeby mogli ich dokonać, potrzebna jest edukacja. Polacy są bardzo słabo wyedukowani, szczególnie w kwestiach biznesowo-finansowych. Bardzo wielu potencjalnych emerytów nadal nie rozumie, co oznaczają filary, które zdecydują o ich przyszłości. Jestem pewien, że gdybyśmy zrobili badanie na zdefiniowanie wierzyciela i dłużnika to mielibyśmy w różnych pokoleniach ok. 40% osób, które nie widzą między nimi żadnej różnicy. Jeżeli połączy się to z dość powszechną epidemią nieufności, cechą narodową Polaków, w efekcie relacja wierzyciel – dłużnik zaczyna się jawić jako ta, w której coś jest nie tak i w związku z tym lepiej w niej w ogóle nie uczestniczyć, być od niej jak najdalej.

Czy to dlatego część firm potrafi miesiącami czekać na przelew, działając między młotem a kowadłem? Z jednej strony mamy dbałość o płynność finansową firmy, z drugiej o klienta-kontrahenta, którego nie chcemy stracić.

Jest to syndrom zgeneralizowanej awersji, charakterystycznej dla krajów trzeciego świata, czyli właśnie bardzo słabo wyedukowanych. Wiąże się on z różnymi zjawiskami, także z niechęcią do wykorzystywania swoich praw czy egzekwowania swoich racji. Jeżeli czegoś nie rozumiem, to na wszelki wypadek traktuję to wrogo i z jak najdalszej perspektywy. Wśród stereotypów funkcjonują też w Polsce mity szlacheckie, wywodzące się wprost z założenia „Bóg dał dzieci, Bóg da i na dzieci”, które mówią, że upominanie się o pieniądze jest zwykłym chamstwem. Jeżeli się upominam, to jednocześnie zniżam się, jest to poniżej mojej godności. Poza tym różnego rodzaju bariery mentalne czy kulturowe (świadome lub podświadome), które utrudniają naturalną, zdrową konfrontację w relacjach biznesowych: „zabrakło mi, nie zapłacę w tym miesiącu, porozmawiajmy, jak zadośćuczynić ci, że zapłacę miesiąc później”. Z drugiej strony: „zalegasz mi, rozumiem, że ci ciężko, niemniej chcę, żebyś wiedział, że te pieniądze są mi bardzo potrzebne i stań na głowie, żeby mi je do 15. zwrócić”. Nie mamy po prostu wypracowanych konstrukcji językowych, żeby w otwarty sposób zakomunikować o problemie z niezapłaconą fakturą czy osobistym długiem.

Cały artykuł dostępny  "Outsourcing Magazine" 2(22)/2010

© 2004-2010 Copyright © Forum Press Sp. z o.o.
Powered by +CMS and JamnikCMS