Szukaj:

2009-04-14 08:48
Gospodarka zwalnia, windykacja rośnie
Czas kryzysu finansowego to z pozoru okres żniw dla firm z branży windykacyjnej. Na rynku powinno być więcej zleceń, ale za to windykatorów czeka wytężona praca, bo w ciężkich czasach o wiele trudniej jest odzyskać długi.
Na koniec 2008 r. w Polsce było ponad 686 tysięcy dłużników zarejestrowanych w Krajowym Rejestrze Długów. Co ciekawe, w ostatnich miesiącach zeszłego roku ich liczba malała, choć już wówczas w naszym kraju pojawiały się informacje o skutkach kryzysu – banki zaostrzyły kryteria przyznawania kredytów, przez co wielu firmom zabrakło pieniędzy na dokończenie inwestycji. Z kolei część przedsiębiorstw zaczęła ograniczać produkcję i zwalniać pracowników.

Branża odporna na kryzys
– Może zabrzmi to paradoksalnie, ale spadek liczby dłużników jest właśnie objawem kryzysu – uważa Michał Kostrowicki, specjalista ds. public relations w Krajowym Rejestrze Długów. Wyjaśnia, że w ostatnich miesiącach wielu wierzycieli zaczęło obawiać się, że w związku z załamaniem koniunktury bezpowrotnie stracą swoje zaległe należności. – Dlatego postanowili bardziej rygorystycznie egzekwować długi, póki pieniądze jeszcze są na rynku – tłumaczy Kostrowicki. Według jego teorii, także dłużnicy zaczęli się bać spowolnienia i wielu z nich zaczęło sprawniej spłacać długi. – Dłużnicy wolą – szczególnie dodatkowo zmotywowani przez wierzycieli – zawczasu spłacić nieco zobowiązań, póki dysponują jeszcze odpowiednimi środkami – wyjaśnia Kostrowicki.
Spowolnienie gospodarcze nie musi być złe dla każdego. Jedną z nielicznych branż, która może skorzystać na kryzysie, jest windykacja. Zwłaszcza że wiele przedsiębiorstw z takich sektorów jak motoryzacja, budownictwo czy produkcja AGD już przeżywa problemy finansowe i może mieć niemałe kłopoty z regulowaniem należności.
Bogusław Półtorak, doktor w Katedrze Finansów Akademii Ekonomicznej, we Wrocławiu nie ma wątpliwości, że na dekoniunkturze w gospodarce skorzystają przedsiębiorstwa zajmujące się obrotem wierzytelności. – Kryzys pozwala na zwiększenie obrotów i daje silniejszą kartę przetargową dla firm windykacyjnych – uważa. – W przypadku pogorszenia ogólnej sytuacji finansowej przejmują one na siebie ciężar złych długów i w ten sposób budują swoje portfele windykacyjne. Większe zyski są naturalną konsekwencją coraz większej liczby zleceń – tłumaczy Półtorak. Przedstawiciele branży windykacyjnej jednak zgodnie podkreślają, że ich biznes jest dobry na wszystkie czasy.
– Branża zarządzania wierzytelnościami jest o tyle specyficzna, że cykle koniunktury i dekoniunktury gospodarczej nie mają na nią tak dużego wpływu, jak na inne gałęzie gospodarki – przekonuje Piotr Krupa, prezes zarządu firmy windykacyjnej Kruk.
I rzeczywiście w czasie koniunktury gospodarczej rynek obrotu wierzytelnościami miał się całkiem nieźle. W 2008 r. największe firmy z branży (według informacji Rzeczpospolitej) miały w swoich portfelach więcej wierzytelności przyjętych do windykacji niż w 2007 r.

Szanse i zagrożenia
W tym roku przychody branży mogą być jeszcze większe, ale za to windykatorów czeka więcej pracy.
– W czasach kryzysów windykatorzy mają więcej zleceń trudniejszych, bo ze względu na pogarszającą się sytuację materialną konsumentów czy spirale zadłużenia przedsiębiorstw zobowiązania są po prostu gorzej spłacane – uważa Krupa.
Jarosław Długi, dyrektor departamentu sprzedaży i marketingu APS Poland, twierdzi, że kryzys finansowy to zarówno szansa, jak i zagrożenie dla firm windykacyjnych. – Szansa dla większych spółek windykacyjnych na umocnienie swojej pozycji na rynku, a dla mniejszych jest testem na przetrwanie w trudnych czasach – tłumaczy. – Większa liczba zleceń wiąże się ze zwiększeniem zatrudnienia, ale w momencie, kiedy kryzys zakończy się, zmniejszeniu ulegnie liczba obsługiwanych spraw, co może przełożyć się na konieczność ograniczenia liczby pracowników.
Krzysztof Matela, prezes EGB Investments, uważa z kolei, że zagrożeniem w czasach kryzysu mogą być uwarunkowania podatkowe i prawne, jakim podlegają firmy windykacyjne. – Od lat borykamy się z nieprecyzyjnymi przepisami bądź też chybionymi interpretacjami. W większości ustaw nie ma wzmianki o operacjach finansowych, które prowadzimy – mówi. – Mimo to, patrzymy na najbliższe lata z optymizmem. Spore nadzieje Matela, który także pełni funkcję prezesa Polskiego Związku Windykacji, wiąże z funduszami sekurytyzacjnymi. Działalność tego rodzaju instytucji polega na skupie wierzytelności od banków, za które płaci pieniędzmi uzyskanymi z emisji certyfikatów, które trafiają do zamkniętej grupy inwestorów. – W tym tkwi wielki potencjał – twierdzi Matela.

Sekurytyzacja i kompleksowość usług
Oddanie wierzytelności w sekurytyzację jest także korzystne dla banków. Chodzi tu o korzyść podatkową. Do przychodów z działalności bankowej nie zalicza się przychodów ze zbycia wierzytelności z tytułu kredytów lub pożyczek funduszowi sekurytyzacyjnemu. Banki mogą zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu stratę poniesioną przy zbyciu wierzytelności do funduszu sekurytyzacyjnego. Zanim weszły w Polsce w życie przepisy o sekurytyzacji, bankowcy nie mogli tego robić i przez to sprzedaż wierzytelności była dla nich nieopłacalna.
– Banki sekurytyzujące kredyty stracone przez wykorzystanie funduszy dla celów podatkowych mogą akumulować straty i zmniejszać wymiar podatku – mówi dr Bogusław Półtorak. – W umowach kredytowych od kilku już lat zamieszczane były stosowne zapisy umożliwiające cesje kredytu dla celów sekurytyzacji. Sekurytyzacja, kupno i obsługa wierzytelności, to nie jedyne działania, które oferują firmy z branży windykacyjnej.
– Obsługa klientów biznesowych wymaga dużej finezji i dyplomacji oraz wiedzy prawno-ekonomicznej. Dlatego oferowanie klientom samej windykacji to za mało – uważa Maciej Harczuk, dyrektor działu informacji windykacji w Euler Hermes Zarządzanie Ryzykiem. Twierdzi, że w tej chwili przedsiębiorcy oczekują kompleksowej obsługi wierzytelności. – Od momentu jej powstania przez monitoring oraz ewentualne odzyskanie w przypadku problemów z płatnością. Zachęcamy naszych klientów, by zwracali się do nas nie tylko w sytuacji, gdy już powstanie dług, ale wcześniej, jeszcze na etapie nawiązywania kontaktów z klientem – tłumaczy.
W ramach programu „Syntesys”, firma Euler Hermes zapewnia doradztwo na wielu poziomach zarządzania należnościami. – Począwszy od weryfikacji kontrahentów przez bieżące monitorowanie należności i sytuacji w danej branży, kończąc na pomocy kancelarii prawnej w przypadku, gdy sprawę odzyskania należności trzeba skierować na drogę sądową – mówi Harczuk.
Piotr Krupa z Kruka również zauważa dużo większe zainteresowanie banków i innych klientów usługami prewencyjnymi. – Wiele podmiotów poprosiło nas o rozszerzenie dotychczasowej współpracy o sprawdzanie wiarygodności finansowej ich potencjalnych klientów, wpisywanie dłużników do biura informacji finansowej i punktową ocenę ryzyka – wylicza Krupa. – Połączenie prewencji z windykacją, czyli tzw. usługi hybrydowe, to tendencja, która będzie w coraz większym stopniu obecna na rynku.
Z kolei Krzysztof Matela uważa, że wskutek tego, że klienci są coraz bardziej wymagający, cała branża skupia się na wprowadzaniu nowych usług bądź udoskonalaniu już istniejących. – Przykładem może być wprowadzona niedawno przez nas usługa „due dilligence”, czyli wycena portfeli wierzytelności, zamawiana na przykład przez banki – mówi prezes EGB Investments.

Sami ściągną długi
Na dodatkowe usługi, poza zwykłą windykacją – według przedstawicieli branży – powinien być wciąż popyt. Jednakże spodziewaną hossę na rynku obrotu wierzytelności chcą wykorzystać także firmy spoza branży, które zamiast korzystać z pomocy zewnętrznych podmiotów, wolą same zająć się ściąganiem długów.
Coraz częściej o stworzeniu własnych działów windykacyjnych mówią firmy telekomunikacyjne, a także banki.
– Można powiedzieć, że lepsza samodzielna windykacja niż żadna. Niewątpliwie pozytywne jest już samo zwrócenie uwagi na problem zarządzania ryzykiem kredytowym – uważa dr Bogusław Półtorak. Zwraca jednak uwagę, że budowa systemów windykacyjnych to kosztowne przedsięwzięcie. – Zapewnienie wysokiej efektywności windykacji, to przede wszystkim sprawny system CRM (Customer Relationship Management, czyli system zarządzania obsługą klientów – przyp. red.). Dodatkowo dochodzą koszty call center i właściwe wyszkolenie kadr, a to wszystko zwiększa nakłady. Czy one się zwrócą? Czasami może być to wątpliwe – uważa.
Sami windykatorzy nie boją się takiej konkurencji. – Budowanie wewnętrznych działów windykacji nie jest dla nas zagrożeniem – uważa Jarosław Długi z APS Poland. – Tworzenie działu od podstaw wymaga odpowiedniego przygotowania, a aktualnie robione jest to pod wpływem sytuacji panującej w gospodarce oraz sygnałów o nadciągającym kryzysie – twierdzi.
Piotr Krupa z Kruka jest przekonany, że mimo że wiele firm będzie samodzielnie ściągać długi, to pracy dla windykatorów nie zabraknie. – Profesjonalny menedżer albo dyrektor finansowy wie, że specjalistyczna firma windykacyjna jest skuteczniejsza, a jego przedsiębiorstwo powinno koncentrować się na podstawowej działalności, a nie na ubocznej – windykacyjnej – tłumaczy. Przyznaje, że nie każdemu opłaca się zlecać odzyskiwanie długów firmom zewnętrznym. – Windykacji nie mogą zlecać firmy, które swoje transakcje rozliczają gotówkowo, bo nie występują tam odroczone terminy płatności – mówi Piotr Krupa.
Tak czy inaczej miejsca na rynku windykacyjnym powinno wystarczyć dla wielu. Krzysztof Matela szacuje, że w 2009 r. branża może zanotować wzrost od 25 do 50%.
– Nie lubię o tym mówić, że windykacja rozwija się najbardziej wtedy kiedy ludziom źle się dzieje. Jednak jeśli w dzisiejszych czasach miałbym wybierać, czy być deweloperem, czy windykatorem, to wolę to drugie – podsumowuje.

Dariusz Kopeć

Komentarze

Piotr Krupa, prezes Kruk SA
Porównując dane z końcówek roku 2007 i 2008 zauważyliśmy wzrost i liczby i wartości obsługiwanych spraw. Nie należy jednak wyciągać błędnych wniosków – to jeszcze nie efekt kryzysu. Aby mieć pełny obraz, należy porównać dane z rynku. Wtedy dowiemy się, że wraz ze wzrostem liczby i wartości obsługiwanych spraw dynamicznie rosła także akcja kredytowa banków, sprzedaż usług czy liczba udzielonych pożyczek przez pośredników kredytowych. Z analizy danych wynika, że odsetek osób, które nie spłacają zobowiązań w terminie, pozostaje na podobnym poziomie i waha się w granicach 3–8% w zależności od rodzaju wierzytelności.

Krzysztof Matela, prezes EGB Investments
W warunkach kryzysu finansowego i następującej po nim silnej recesji, pewne branże, jak np. motoryzacyjna czy budowlana są narażone na gwałtowne przeobrażenia i, niestety, bankructwa, czego rezultatem jest zwiększenie liczby wierzytelności. Oddzielną kwestią pozostają gospodarstwa domowe, które w warunkach dekoniunktury będą narażone na spadki bądź ograniczenia dochodów. W rezultacie należy spodziewać się, że ich długi będą stanowiły pokaźną część rosnącej podaży na rynku.

Jarosław Długi, dyrektor departamentu sprzedaży i marketingu APS Poland
W dobie kryzysu wzrasta liczba zleceń dotyczących monitorowania bieżących płatności. To ma w znacznym stopniu wpłynąć na zmniejszenie powstawania zobowiązań. Tego typu działań jest coraz więcej. Dużo częstszy jest kontakt negocjatora z dłużnikiem za pośrednictwem rozmów telefonicznych, esemesów, e-maili oraz tradycyjnych form w postaci monitów listowych. Intensyfikowanie tych działań pozwala w możliwie szybki i prosty sposób zorientować się, czy dany dłużnik ma przejściowe problemy, czy ewentualnie zapomniał o terminie płatności.
© 2004-2010 Copyright © Forum Press Sp. z o.o.
Powered by +CMS and JamnikCMS