Szukaj:

2008-12-29 18:55
Mniej frachtu, więcej efektywności
Każde spowolnienie w gospodarce prawie natychmiast odbija się na branży transportowej. Drastyczny spadek liczby zamówień na przewóz ładunków w drugiej połowie tego roku postawił wielu przewoźników na krawędzi bankructwa. Ratunkiem dla firm transportowych może być podnoszenie efektywności bez dodatkowych nakładów finansowych.
Wprawdzie kryzys finansowy w Ameryce i na świecie z całą mocą ujawnił się w tym roku, ale obecna sytuacja na rynku transportowym jest wynikiem tendencji, jakie można było zaobserwować na wiele miesięcy przed zapaścią gospodarczą za oceanem.
Już na początku 2008 roku, zanim doszło do załamania na giełdzie w Stanach Zjednoczonych, zaczęło ubywać zleceń transportowych. Proporcja liczby dostępnych ładunków i wolnych pojazdów zaczęła się zmniejszać począwszy od roku 2006, kiedy przewoźnicy mogli jeszcze dyktować warunki. Początkowe zmiany w roku 2007 dotyczyły wyłącznie krajów Europy Zachodniej. W tym samym czasie transportowcy z nowych państw członkowskich UE borykali się z wysokimi cenami paliwa i skokami kursów walut. Liczba frachtów uległa dalszemu spadkowi; w październiku osiągnęła poziom o 40% niższy w porównaniu do roku ubiegłego.

Do państwa po ratunek
Boom w 2007 r. zachęcał mniejsze przedsiębiorstwa do rozbudowy flot. Sprzyjały temu łatwo dostępne kredyty i dobra koniunktura na terenie całej Unii Europejskiej. Rok 2008 przyniósł wzrost ładunków mniejszy, niż prognozowano.
– Kryzys w branży transportowej jest już faktem, który firmy przewozowe odczuwają bardzo boleśnie. Pierwsze sygnały zwiastujące problemy można było zaobserwować już jesienią ubiegłego roku, w czasie inwestycyjnej gorączki we flotę. Według mojej oceny, poprawa nie nastąpi wcześniej niż pod koniec 2009 roku – mówi Andrzej Grodzki, współwłaściciel firmy transportowej Apport.
W drugim półroczu 2008 r. znaczna cześć nowo kupionych ciężarówek okazała się niepotrzebna, ponieważ spadła liczba zamówień, zwłaszcza tych dotyczących tras międzynarodowych. Do tej pory najbardziej ucierpiały firmy motoryzacyjne, a wraz z nimi liczni dostawcy. Linie produkcyjne zostały tymczasowo zamknięte, a pracownicy wysłani na przymusowe urlopy. W niektórych przypadkach koncerny zaczęły zwalniać personel.
Firmy transportowe są silnie uzależnione od klientów w innych branżach i jakiekolwiek spowolnienie na rynku natychmiast ma swoje odzwierciedlenie w wynikach ich działalności. Dlatego kiedy gwałtowne zmiany na rynku zmusiły producentów do ograniczenia wolumenu produkcji lub tymczasowego jej wstrzymania, wielu przewoźników stanęło na krawędzi bankructwa.
Spadek obrotów skłonił ich do szukania państwowej pomocy. Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD) rozpoczęło rozmowy z rządem w sprawie ogłoszenia stanu kryzysowego oraz udzielania wsparcia poprzez redukcję obciążeń podatkowych. Doraźne dopłaty mogą pomóc w przetrwaniu, pod warunkiem, że sytuacja rynkowa wkrótce się poprawi. Obecnie trudno szacować, kiedy rynek odzyska równowagę.

Jakością w kryzys
Okazuje się jednak, że z kryzysem można sobie poradzić lub nawet go wykorzystać jako szansę na dodatkowe przychody. Istotne są przy tym jakość usług i profesjonalizm.
Kryzys wymaga od właścicieli firm trafnych decyzji. Spadek koniunktury stanowi próbę dla kadry zarządzającej i eliminuje z rynku najsłabsze organizacje. Ale przede wszystkim jest egzaminem z przedsiębiorczości. Obniżka cen nie jest dobrym wyjściem z sytuacji i należy się zastanowić, jak zmaksymalizować przychody przy pomocy dostępnych środków. W sytuacji, gdy ceny usług przewozowych drastycznie spadły, trzeba ściśle kontrolować kondycję finansową firmy. Równie ważne jest zadbanie o relacje z klientami i zagwarantowanie usług o wyższym standardzie niż konkurencja.
– Niska cena czy wyposażenie samochodów nie gwarantują pozyskania zlecenia, dlatego dużą wagę przywiązujemy do jakości naszej pracy. Celem jest dostarczenie usługi o jakości przewyższającej oczekiwania klientów. Możemy to realizować m.in. dzięki zwiększonemu zatrudnieniu w dziale spedycji. Poświęcamy też więcej czasu na niełatwe w obecnej sytuacji poszukiwanie nowych klientów i kontakt z firmami, z którymi już współpracujemy – dodaje Andrzej Grodzki.
Przy niskim popycie największą szansą dla firmy jest optymalizacja jej działalności i wysoka efektywność. Im większe przedsiębiorstwo, tym trudniej szybko dostosować je do nowych, trudniejszych warunków działania.
Pomocne w optymalizacji są nowoczesne systemy informatyczne służące do zarządzania zasobami i zapewniające swobodny przepływ informacji w firmie. Korzystanie z takich narzędzi ułatwia lepszą kontrolę pracy i eliminowanie strat. Można nimi również dokładnie zmierzyć wykorzystanie dostępnych środków i personelu, czy zidentyfikować źródła strat i zbędnych kosztów.

Nowe trasy szansą
Jedną z szans na poprawę sytuacji firm z Europy Zachodniej jest outsourcing wybranych funkcji do krajów na wschodzie kontynentu. W ten sposób mogą obniżyć koszty działalności i zagwarantować nowe zlecenia. W czasie kryzysu nie można przeoczyć żadnej okazji na dodatkowe przychody.
– Trudna sytuacja polskich przewoźników wynika, przede wszystkim, ze spadającej liczby zamówień i nadpodaży firm transportowych. To uniemożliwia renegocjacje stawek do takiego poziomu, by pokrywały koszty zlecenia – mówi Krzysztof Majewicz, prezes firmy MacSped. Jego zdaniem, zwiększona konkurencja utrudnia też skuteczne dotarcie do nowych klientów oraz do najatrakcyjniejszych ładunków.
– Dekoniunktura skłania firmy do ograniczenia kosztów związanych przede wszystkim z paliwem oraz wynagrodzeniami. Pomocne w dostosowaniu się do panujących warunków może być poszerzenie oferty o nowe trasy – uważa Majewicz.
Dalszy spadek obrotów firm transportowych w najbliższych miesiącach jest nieuchronny. Nadwyżka frachtów sprzed trzech lat zmieniła się w ich niedobór. Obecnie załadowanie ponad 133 tys. ciężarówek zarejestrowanych w Polsce stanowi nie lada wyzwanie.

Karolina Czajka
kierownik marketingu na Europę Środkową i Wschodnią, Teleroute
© 2004-2010 Copyright © Forum Press Sp. z o.o.
Powered by +CMS and JamnikCMS